Drukuj Email

Jadwiga Mizi?ska

?yciorys

Najwa?niejsz? osob? w moim ?yciu by? Dziadek. A w?a?ciwie dwch dziadkw. Jeden rodzony, Stanis?aw, drugi wsplny wszystkim moim kolegom ze studiw pedagogicznych w UMCS Jan. Dziadek Stanis?aw, ojciec Matki, by? wiejskim m?drcem, stoikiem. Kocha? wszystko, co ?yje, wszelk? ?ywin?: dzieci, zwierz?ta, drzewa, a nawet doros?ych. Lubi? ?artowa? i oszukiwa? w karty. Ale tylko w karty, gaj?c z nami, dzie?mi. Poza tym by? uczciwy, rzetelny, dobry gospodarz, pierwszy we wsi posadzi? sad i za?o?y? pasiek?. Pisa? te? wiersze do gazety rolniczej. Udziela? dobrych rad nie tylko rodzinie, ale i s?siadom , je?li si? do niego o to zwrcili. Nigdy na nic nie narzeka?, cho? los ich z Babci? W?adzi? nie oszcz?dza?. Chocia? d?ugo i ci??ko chorowa?, wydawa? mi si? szcz??liwym cz?owiekiem. Stoikiem, ktry przyjmowa? wszystko, co los zes?a?, szukaj?c dobrego wyj?cia z beznadziejnych sytuacji. Dziadek Jan to Profesor Dobrza?ski, za?o?yciel studiw pedagogicznych w UMCS, na ktrych si? znalaz?am po uko?czeniu Liceum Pedagogicznego w Lublinie. Wyk?ada? nam histori? wychowania, ale pami?tam z niej tylko jedno zdanie, rzucone gdzie? na korytarzu: S?uchaj, dziecko, ka?dy cz?owiek jest czyim? dzieckiem. Bo Profesor do wszystkich studentw zwraca? si? per dziecko, a poniewa? by? siwy, m?dry i dobry, my nigdy nie mwili?my o nim inaczej, ni? Dziadek. Ale nie dane mi by?o zosta? jego asystentk?, jak planowa?. Z braku etatw na pedagogice przyj?? mnie do swego zak?adu Profesor Zdzis?aw Cackowski. Tak zosta?am filozofem z przypadku i z przyuczenia. w zbieg okoliczno?ci by? dla mnie niezwykle szcz??liwy. Okaza?o si? bowiem, gdy zacz??am filozofi? samodzielnie studiowa?, ?e to tak?e jest paidea. Przynajmniej w wydaniu Sokratesa, ktry stal si? dla mnie synonimem najg??bszej wi?zi pomi?dzy ogln? wiedz? o cz?owiecze?stwie, a ch?ci? zrozumienia ka?dego pojedynczego, spotkanego na ate?skiej agorze , cz?owieka. Sokrates, inaczej ni? Platon, nie poszukiwa? doskona?o?ci. Szans? p?odzenia m?dro?ci dawa? wszystkim, tak?e niezbyt m?drym. My?l?, ?e wa?niejsza od m?dro?ci by?a dla niego dobro?, ale poniewa? prawdziwa dobro? musi by? cicha, nigdy o niej nie mwi?. Ucz?c si? z zapa?em filozofii, jednocze?nie sama uczy?am jej studentw. Kiedy? jeden z nich, gdy mowa by?a o czasie i przestrzeni Kanta, zapyta?, czy nie mo?na by tego narysowa?. Odt?d staram si? trakcie wszelkich zaj?? filozoficznych nie tyle wyk?ada?, ule rysowa? omawiane zagadnienia , to znaczy przek?ada? abstrakcyjne wywody na obrazy ludzkich do?wiadcze?. St?d w moich pisanych pracach tyle miejsca zajmuj? literatura pi?kna. Uwa?am bowiem, ?e to w?a?nie w niej tkwi kwintesencja wszelkich przejaww cz?owiecze?stwa, podana subtelnie i dyskretnie, wed?ug okre?lenia M. Kundery , jako m?dro?? powie?ci. Nie narzucaj?ca si? , pozostawiaj?ca czytelnikowi miejsce na w?asne prze?ycia i wnioski. Przez wszystkie te lata, jakie sp?dzi?am w moim macierzystym Instytucie Filozofii UMCS ( na pocz?tku by?a to jedynie katedra, za?o?ona przez Profesora Narcyza ?ubnickiego), awansuj?c od stopnia sta?ysty a? po profesora zwyczajnego, napawa?am si? atmosfer? ?yczliwo?ci , kole?e?stwa i przyja?ni ze strony Profesorw i Kolegw. Cho? bywa?y te? liczne kryzysy ( g?ownie w zwi?zku z prze?omami politycznymi), do dzi? mj Instytut mo?e si? ni? poszczyci?. S?dz?, ?e jest to zas?uga Seniorw: Profesora Narcyza ?ubnickiego, Profesora Zdzis?awa Cackowskiego, Profesora Leona Koja, Profesora Stanis?awa Jedynaka, Profesora Zdzis?awa J. Czarneckiego, dla ktrych nadrz?dn? warto?ci? by?a i jest wzajemna lojalno??. Dzi?ki nim, rwnie? m?odszej generacji uda?o nam si? unikn?? zasadzek konkurencji, wy?cigw o presti?, w?adz? czy s?aw?. Ma na to zapewne wp?yw atmosfera mojego ukochanego Miasta, Lublina, nad ktrym unosi si? wci?? duch poezji Jzefa Czechowicza: Lublin nad ??k? przysiad?/ sam by?/i cisza. Ta cisza i ta lekka senno?? sprzyja te? filozofowaniu, ktre ?le si? czuje w rozgwarze wielkich metropolii. Najwi?ksi filozofowie byli na og? mieszka?cami prowincji, cho? te? zdarzali si? i w stolicach, co niekiedy jednak ?le si? ko?czy?o albo dla nich, albo dla ich filozofii. Prowincja sprzyja stosunkom twarz? w twarz, obcowaniu z bliska z Twarz? Innego. Tak?e przyja?niom. Na mj ?yciorys filozoficzny sk?adaj? si? te? moi Przyjaciele, ktrych uwielbiam, czy to k?c?c si? z nimi, czy te? zgadzaj?c. S? to ( cho? nie wymieniam tu wszystkich ) profesorowie : Stefan Symotiuk, Sabina Magierska, Pawe? Bytniewski, Anna Zuk, Gra?yna ?urkowska, Andrzej Zachariasz, Teresa P?kala, Anna Drabarek, Jzef D?bowski, Tadeusz Szko?ut, Czes?aw Gryko rodem z filozoficznego Lublina . Robili?my wsplnie wiele rzeczy: nale?eli do partii, wyst?powali z niej, zak?adali Solidarno??, organizowali niezliczone konferencje, redagowali zbiorowe prace, podr?owali poci?giem do Kijowa, bawili si? i p?akali na pogrzebach naszych przyjaci? i kolegw: Ewy Klimowicz, Bogusi Kaczy?skiej, Ewy Borowieckiej, Leona Koja, Krzysia Broziego. Z tej tradycji wyros?y te? prowadzone przeze mnie od 1992 roku Warsztaty Filozoficzne, przez ktre przewin??o si? do tej pory ponad stu osb: studentw, uczniw , doktorantw . Jest to zupe?nie nieformalna grupa ludzi, ktrzy lubi? by? ze sob?, razem co? robi?, wsplnie prze?ywa? czyje? osi?gni?cia , pomaga? sobie nawzajem i pociesza? si? w nieszcz??ciach. Nasz? dewiz? jest : prawdziwych przyjaci? poznajemy nie tylko w biedzie, ale i wwczas, kiedy nam si? powiedzie. Jako filozof nie potrafi? si? jednoznacznie okre?li?.Za m?odu przechodzi?am prawie wszystkie m?odzie?cze choroby: marksizm, egzystencjalizm, personalizm, socjologia wiedzy, postmodernizm. Teraz prbuje si? z nich wyleczy?, ale nie zamierzam si? poby? wszystkich owych wirusw do ko?ca. Moje b??dy s? moim jedynym materia?em, z ktrego potrafi? zbudowa? co? w?asnego. Od kilku kat mieszkam na wsi Kacze Do?y. Uczestnicz?c w trudnych losach moich s?siadw, staruszkw, doros?ych i dzieci, ucz? si? od nich m?dro?ci ?yciowej: jak przetrwa? najgorsze bied?, choroby, samotno?? i nie poddawa? si? z?ym losom. Z tej pespektywy staram si? przygl?da?, jak? warto?? dla zwyczajnych ludzi mo?e mie? filozofia. Miar? tego jest dla mnie to, czy jej aksjomaty i objawienia mog? pomc moim s?siadom w ich zmaganiach z ?yciem. Mistrzyni? moj? jest Pani Helena, ktra powiada, ?e aby powiedzie? co? o ?yciu, trzeba to ?ycie prze?y?. I Dziadek W?adek, ktry gdy si? z kim? na co? umawia, nie gdy nie zapomina doda? :jak pasuje. Nazywam to filozofi? gminn?- to jest refleksj? nad ?wiatem i ?yciem uprawian? na co dzie?, na poziomie gminy , czyli przy samej Ziemi. To tu bowiem ostatecznie rozstrzyga si? warto?? filozofii akademickiej :czy jest ona tak?e potrzebna i pomocna zwyk?ym ludziom. Czy jest filozofi? ludzk?- o zwyk?ych ludziach i dla zwyk?ych ludzi.