Kacze do?y Drukuj Email

Kacze do?y

Gdzie le?? Kacze Do?y? Kiedy? zaprosili?my w go?ci zaprzyja?nionego profesora filozofii z Rzeszowa. Wybiera? si? do nas po raz pierwszy, ale stanowczo odrzuci? propozycj?, by poda? mu przez telefon tras?, bo sam znajdzie sobie na mapie Kacze Do?y. Po jaki? czasie , zadzwoni? zdenerwowany: - Na ?adnej mapie, nawet w Internecie nie ma tych waszych Kaczych Do?w.- Jak to nie ma, skoro mieszkamy tu od lat? Kiedy si? mimo wszystko spotkali?my, trzeba by?o, jak i wi?kszo?ci innych odwiedzaj?cych nas osb wyja?ni?, jaki jest ontologiczny status tych naszych Kaczych Do?w. Ich rodowici mieszka?cy te? zreszt? nie wszyscy znaj? ( a ci co wiedz? niech?tnie si? przyznaj?) do tej nazwy. Ja dowiedzia?am si? o niej od naszej s?siadki , Pani Ireny, ktra doskonale pami?ta przedwojenne czasy i to, ?e najstarsza cz??? wsi Kamie?, obecnie wyludniaj?ca si? nie wyasfaltowana uliczka, gdzie mieszkaj? g?wnie starsi ludzie, zwana by?a Kaczymi Do?ami dlatego, ?e poniewa? prawie graniczy z Wise?k?, zaro?ni?tym wierzbami starorzeczem Wis?y, hodowano tu mnstwo kaczek, ktre lubi? chlapa? si? w wodzie. Niektrzy zreszt? mwili na t? uliczk? B?otnista, czego ju? t?umaczy? nie potrzeba. Ogromnie nam spodoba?a si? ta nazwa. Wsi o imieniu Kamie? jest w Polsce 121, a Kacze Do?y s? jedyne, a przy tym ?atwe do spami?tania. Na wszelki wypadek jednak zawiesili?my na naszym domu pi?knie wymalowan? tablic? z t? nazw?, Wisia?a tam przez jaki? czas, spe?niaj?c swoj? funkcj?, pewnej nocy jednak znik?a. Kto? zada? sobie trud, aby j? od?rubowa?, niczego wi?cej nie niszcz?c. Zdumia?o nas to, bo ani wcze?niej ani p?niej nie zdarzy?a nam si? ze strony s?siadw ?adna wi?ksza przykro??, przeciwnie, okazywali si? przyjacielscy i pomocni w wielu codziennych k?opotach. Postanowili?my nie wszczyna? ani ?adnego ?ledztwa, ani poszukiwa?, kieruj?c si? m?dro?ci? staro?ytnych Grekw, ze najm?drszy jest czas, bo wszystko wyjawia. Faktycznie, odpowied? przysz?a sama na nasze podwrko: Kto? widzia?, jak pod nasz? nieobecno?? odkr?ci? tabliczk? Karol, wnuk pani Ireny, tej, ktra nam wyjawi?a stare imi? uliczki. Widziano te?, ?e zosta?a ona wyrzucona w g?ste, oplatane je?ynami chaszcze, zreszt? niedaleko od nas. Dotar?o te? wyt?umaczenie tego post?pku: Ot? Karol, prawdopodobnie tak?e w imieniu swoich nastoletnich rwie?nikw, postanowi? unicestwi? ?mieszn? i wstydliw? nazw? uliczki, na ktrej si? przecie? urodzi?, bo jak pannie na dyskotece powie, ?e jest z Kaczych Do?w. Uznali?my to za przekonuj?c? argumentacj?, cho? ?al, ?e Karol nie przyszed? z ni? ponegocjowa?. W ko?cu ka?dy m?odzieniec musi czym? imponowa? dziewczynom, cho?by nazw? miejscowo?ci, z jakiej pochodzi. Ale przyrzekli?my mu rewan?: og?oszenie w Internecie, ?e tabliczka nie wrci?a na swoje miejsce. Od tej pory, troch? zdetonowani, rozpocz?li?my dociekania, jak to naprawd? by?o z histori? Miejsca, w ktrym ?yjemy. Czym da?oby si? podeprze? pami?? Pani Ireny? Po latach natrafi?am na jej potwierdzenie w ksi??ce Krzysztofa Jastrz?bskiego Opole Lubelskie. Nisi sine verum. Jako, ?e sam tytu? zapewnia? nic oprcz prawdy, trzeba by?o ju? ostatecznie uzna? za pewnik nazw? Kacze Do?y. Po maturze, Krzysztof wybra? si? z kolegami z Opola Lubelskiego na piesz? wycieczk? do Solca . Id?c w stron? promu, ktrym zamierzali przeprawi? si? na drugi brzeg Wis?y, przechodzili przez nies?ychanie b?otnisty Kaczy D?- rzecz mia?a miejsce na pocz?tku lat siedemdziesi?tych dwudziestego wieku, zatem jeszcze i wwczas nazwa ta funkcjonowa?a i znana by?a nie tylko mieszka?com, ale i przybyszom. Tak wi?c prawda, jak to cz?sto bywa, i w tym wypadku jest podwjna; Kacze Do?y nie istniej? o tyle, o ile nie s? odnotowane na ?adnych mapach, o tyle te?, ?e m?odsze pokolenia nie chc? o niej nawet s?ysze?. Kacze Do?y istniej? o tyle, o ile pami?taj? o nich pokolenia starsze, zw?aszcza najstarsze, jakkolwiek rzadko i niech?tnie o tym mwi?. Kacze Do?y istniej? te? dodatkowo jako adres na naszych wizytwkach, pod ktry od pocz?tku bez wyj?tku trafia?y wszystkie pisane do nas listy i przesy?ki. Rzec by mo?na, i? niechc?cy przyczynili?my si? do wskrzeszenia pogrzebanej w zbiorowej pami?ci nazwy ?rde?ka, ktrego wyp?yn??a wi?ksza rzeka. Ci, co z niskich i male?kich domkw przy b?otnistej dr?ce przenie?li si? do okaza?ych kamienic przy szosie, nie widz? potrzeby, aby do nich powraca?. Ich dzieci, a wnukowie dziadkw a Kaczych Do?w rwnie?,. Trudno si? dziwi?-post?p polega po cz??ci na wypieraniu z pami?ci starego, zast?powanego przez nowe. Ale prawa zbiorowej pami?ci nie pozwalaj? niczego z niej na zawsze wyprze?, przesz?o?? prze?wituje zgo?a nieoczekiwanych miejscach i okoliczno?ciach-cho?by w zdradzieckim j?zyku. Co si? dzieje na Kaczych Do?ach? Na to pytanie rwnie trudno odpowiedzie?, jak na pierwsze. W pewnym sensie dzieje si? tu wszystko, co przynosz? kolejne dni oraz ludzie, ktrzy zjawiaj? si? na naszym Podwrku i pod naszym Dachem. Od czasu, gdy si? tu osiedlili?my w maju 2001 roku, bezustannie zajmujemy si? Remontem. Zasad? wszelkiego remontowania jest: sprz?tanie ?mieci, oddzielanie rzeczy ca?kowicie zu?ytych od takich, ktre da si? jeszcze wykorzysta?, naprawienie, poprawianie, odnawianie, w??czanie fragmentw starych, ocala?ych budynkw,mebli czy sprz?tw w nowe, funkcjonalne ( i najlepiej pi?kne) ca?o?ci. S? dwa sposoby na ?ycie: albo prbowa? po katastrofie zaczyna? wszystko od pocz?tku, albo, nie wierz?c, ?e takie nowe pocz?tki s? mo?liwe, ratowa? to, co si? zachowa?o My wybrali?my to drugie. Wszystko, co si? dzieje na naszych Kaczych Do?ach jest zwi?zane z takim zamys?em: ocalania w przedmiotach, otoczeniu oraz ludziach tego, co jeszcze do ko?ca nie zosta?o zdruzgotane. Odzyskiwania dawnych, sprawdzonych, warto?ciowych rzeczy, uwa?nego im si? przygl?dania i wpisywania ich to, co nam si? wydaje przydatne a tak?e niezb?dne dzi?. Mimo wszelkich rewolucji, przewrotw, nag?ych uskokw w ludzkich dziejach ( i tych, ktre zapisuj? historycy, i tych, ktre zapisuje ziemia, a odczytuj? archeologowie), istnieje, bowiem ci?g?o?? ludzkiego ?wiata. Post?p, wi?c to nie tylko szybkie kroczenie przed siebie, ale te?, od czasu do czasu ogl?danie si? za siebie. To drugie- przywo?ywanie przesz?o?ci pomaga zrozumie? trudno?ci, jakie nas spotykaj? na drodze w przysz?o??. Jednym i nie najmniej wa?nym elementem filozofii Kaczych Do?w, jest co?, co mo?na by?oby nazwa? zszywaniem ?wiatw. Dzisiejsza rzeczywisto?? sprawi?a, ?e spo?ecze?stwo znalaz?o si? sytuacji podobnej jak w epoce podzia?u Polski na dzielnice. Podzia? ten zaznacza si? coraz wyra?niej nie tylko w obszarze geografii ( bogate ziemie zachodnie- Polska A, ubogie wschodnie, Polska B), ale te? w zakresie struktury spo?ecznej i kulturowej. Klasa polityczna oderwa?a si? zupe?no?ci od narodu i ?yje w?asnym, pe?nym skandali ?yciem, elity intelektualne nie stykaj? si? z wtrnymi analfabetami, ktrych liczba, jak donosz? pedagodzy, ci?gle ro?nie, m?odzi ludzie s?uchaj?cy regge maj? w pogardzie rwie?nikw s?uchaj?cych . Nawet rodzice coraz mniej czasu sp?dzaj? z w?asnymi dzie?mi, ktrych si? l?kaj?, bo nie umiej? z nimi zagra? w gr? komputerow?. S?siedzi w blokach i strze?onych osiedlach nie znaj? si? - i zna? si? nie chc?. Wszystko to prowadzi do rozrywania tkanki spo?ecznej nawet nie na atomy, ale na strz?py. Nie znaj?c si? z bliska, staj? si? one sobie obce i wrogie. Narasta nieufno?ci podejrzliwo??. Nasila si? patologia i moralna znieczulica. Dobry Samarytanin nie mg?by si? dzi? pochyli? nad rannym, nie sprawdziwszy, jakiego jest on politycznego obozu Tak si? z?o?y?o, ?e na naszym Podwrku stykaj? si? i spotykaj? obywatele owych wielu oddzielonych, na co dzie? od siebie dzielnic. Bywaj? to nasi najbli?si s?siedzi, koledzy z pracy, studenci i doktoranci filozofii i innych kierunkw, profesorowie z wielu uniwersytetw, dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym, ksi??a po kol?dzie, ?wiadkowie Jehowy, m?odzie? z pobliskiej zielonej szko?y poszukuj?ca informacji o okolicy, nie wspominaj?c o naszych rozleg?ych rodzinach. Ostatnio do??czyli te? do nas Pasjonaci pochodz?cy spod 01 r?nych adresw osoby poszukuj?ce genealogii w?asnych rodzin, badaj?cy histori? dawnych, zas?u?onych dla regionu rodw, zabytkw architektury, dzieje naszego powiatowego Opola Lubelskiego, a nawet skarbw, jakie kryj? si? w ziemi i zgrzytaj? pod ?opat? albo p?ugiem. Niczego w?a?ciwie nie planujemy pozwalamy dzia? si? temu, co si? przydarza samo, co przynosz? i przywo?? z sob? nasi stali albo rzadcy go?cie. Prbujemy jedynie dokumentowa?: fotografowa?, rysowa?, spisywa?, zbiera? wszelkie ?lady Obecno?ci naszych Go?ci. Nazbiera?o si? tego bardzo wiele Siedem Ksi?g Kamiennych, i kilka teczek przer?nych dokumentw, w tym dzieci?cych rysunkw i malunkw. Mo?e kiedy? z tego silva rerum wy?oni si? jaka? dorzeczna i sensowna ca?o??, co zreszt? nie jest niezb?dne, bo istot? ?ycia jest to, ?e si? ono toczy. Dok?d? A kto to mo?e wiedzie?? Tymczasem najwa?niejsze jest dla nas, ?eby Ka?dy, kto do nas trafia wynis? st?d dla siebie co? mi?ego i dobrego, A je?li zechce, ?eby co? dla nas zostawi?; dobre s?owo cho?by.