Zlot Pierwszy Drukuj Email

PIERWSZY ZLOT FILOZOFICZNY W KAMIENIU –  15.08. 2006

Obecni:

  1. Jadwiga Mizińska
  2. Stefan Symotiuk
  3. Monika Kardaczyńska
  4. Małgorzata Lubańska
  5. Zbigniew Pietrzak
  6. Sabina Magierska
  7. Ewa Hyży
  8. Piotr Skudrzyk

Fileo-Sophia. Filozofia. Umiłowanie mądrości. Ale czy można kochać mądrość nie
kochając ludzi? Czy można poszukiwać Prawdy, która jest nadludzka, niewrażliwa na ludzi,
a przez to czasem i nieludzka? Pewnie można, lecz czy warto?
Rożne są w tej sprawie poglądy i stanowiska; Cale wielkie trzy tomy „Historii filozofii” je
referują. Nie znaczy to, że wolno pokusić się o jeszcze jedno- własne.
Przedstawia się ono tak: Prawda nie jest wartością sama w sobie. Prawdą bowiem można
zarówno zabić człowieka, jak też go wskrzesić. Zresztą - tak samo brzmiącą: na przykład;
jesteś chory na nieuleczalną chorobę. Wszystko zależy od tego, kto, kiedy, z jaką intencja i
jakim celu ją wypowie. I, w szczególności: z jakimi uczuciami. Czy tonem obojętnym, czy ze
złośliwą satysfakcją, czy też z miłością i chęcią niesienia natychmiastowej pomocy.
Zatem to, czy Prawda okaże się destrukcyjna, czy zbawienna, zależy od jej „posiadacza”, ale
też od tego, czy jej adresat jest przygotowany do jej przyjęcia.
Mój, nieżyjący już, znajomy, Andrzej K, pouczał mnie, że aby choremu podać zastrzyk,
wbijając mu w żywe ciało grubą igłę z lekarstwem, trzeba mieć pod ręką środki
opatrunkowe. Najpierw lekko znieczulić„atakowane” miejsca, a po zabiegu – zabandażować
zranione ciało.
Podobnie jest z „leczeniem” Prawdą. Powiada się „Prawda nas wyzwoli”. Ale żeby tak się
istotnie stało, trzeba, by zniewolony jej brakiem, nie został nią z nagła przytłoczony.
Sposobem na to jest przyjaźń ludzi, którzy albo wspólnie prawdy poszukują, albo się nią
nawzajem dzielą.
Zloty Filozoficzne w Piotrawinie nad Wisłą zrodziły się ze zwyczajnych spotkań
przyjacielskich. Odkąd zamieszkaliśmy w pobliskim Kamieniu, w najstarszej jego części,
zwanej Kaczymi Dolami, przyjmowaliśmy tu u siebie w domu najbliższą grupę przyjaciół.
Głownie filozofów, ale nie tylko ich. Albowiem przyjaźń „siada kędy chce”, niekoniecznie
tylko na osoby złączone miejscem pracy i zainteresowaniami.
Oczywiście, każde takie spotkanie, wcześniej czy później zamieniało się z czysto
towarzyskiego na filozoficzne. Głownie za sprawą Profesora Stefana Symotiuka, dla którego
filozofia nie jest po prostu profesją lecz – pasją.
Początkowo mieściliśmy się w naszym domu i na podwórku. Z czasem zbierało się coraz
więcej osób, Prócz najstarszego, najbardziej zżytego grona przyjaciół z Lublina, zaczęli się
pojawiać goście z innych miast i ośrodków. Przyjaciele naszych przyjaciól, ich uczniowie,
studenci, doktoranci. Jak również dzieci i młodzież, z którą mam do czynienia na co dzień,
ciekawi, „jak wyglądają myśliciele”.
Zaciekawili się tymi spotkaniami także znajomi i przyjaciele Jędrka, pracownicy gminy
Wilków. Są wśród nich osoby zmagające się z problemami egzystencjalnymi i
metafizycznymi na własną rękę. Mamy nadzieję, że wkrótce do nas dołączą, bez obaw, że nie
postaramy się nawzajem zrozumieć.
Zawsze mnie interesowała „filozofia gminna”, to znaczy – uprawiana nie na wyżynach
uniwersyteckich katedr, ale na żywo, w rozmowach człowieka z człowiekiem, bez względu na
wykształcenie, pochodzenie, płeć i wiek.
Pani Helena, moja sąsiadka i przyjaciółka z Kaczych Dołów, mawia, ze trzeba przeżyć życie,
aby coś o życiu móc powiedzieć. Bardo mi się podoba ta dewiza: Najpierw przeżywać, potem
filozofować; najpierw doświadczać życia i losu we wszelkich jego odmianach i postaciach, a
dopiero w oparciu o własne, częstokroć bolesne i tragiczne doświadczenia, patrzeć na innych
– ich losy i ich poglądy.
Nasze Zloty Filozoficzne w Piotrawinie są dla tych wszystkich, którzy ponad mądrość
książkową wynoszą mądrość płynącą z osobistego doświadczania i osobistego
przemyśliwania świata.
Dlaczego „Zloty”? Z podglądania ptaków w nadwiślańskich wierzbach i wiklinach. One się
zlatują nie podług zegarka czy kalendarza, ale wtedy, kiedy mają coś bardzo ważnego do
zrobienia razem. A poza tym każdy robi co i jak chce. I kiedy tego chce.
Co robimy podczas Zlotów? Przede wszystkim cieszymy się swoją obecnością, spacerujemy
(niekiedy na bosaka), oglądamy wspólnie filmy, siedzimy przy ognisku, śmiejemy się,
rozmawiamy o swoim zdrowiu i chorobach, słuchamy piosenek przy gitarze, muzyki z
ulubionych płyt, spacerujemy po wale nadwiślańskim, młodzi troszkę flirtują, starsi
wspominają młodość, dzieci wyzywają profesorów do walki o tytuł mistrza Kaczych Dołów
w piłkę nożną..
I przede wszystkim rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy. Twarzą w twarz, przy stole
obrad, ale i przy stole podczas śniadania, obiadu, kolacji.
Roz-mowa to nie to samo, co mówienie, nie to samo co przemawianie czy wykładanie. W roz
- mowie spotykają się dwaj mówiący, którzy pragną się nie jedynie usłyszeć, ale – wysłuchać.
Wsłuchać się w siebie nawzajem. Myślenie, jak mawia moja przyjaciółka, Sabinka, to sprawa
dziejąca się między dwiema głowami. Prawda wykluwa się pomiędzy ludźmi i tylko taka,
razem wypracowana, jest dla nich do przyjęcia. Mądrość zaś to wiedza o tym, że nie warto
zabiegać o inną.

Zobacz zdjęcia