Posłowie_JB Drukuj Email

Książka wyjątkowa, bo - pomijając talent pisarski, literacki -nie mogłaby jej napisać zadowolona z siebie i swojego życia filozofka akademicka. Nie mogłaby jej też napisać kobieta naznaczona cierpieniem (jakich, niestety, wiele), ale pozbawiona filozoficznego wykształcenia. Napisała ją poturbowana w dzieciństwie, poraniona w dojrzałości, a mimo wszystko kochająca byt i ludzi, wesoło-smutna filozofka i pisarka: profesor zwyczajna, Jadwiga. Miała jednak w tym pomocnika, a tym pomocnikiem był Dystans, Dystans - jak zauwa­żyła Simone Weil - jest duszą piękna. Przyczynił się on zatem do tego, że jest to książka nie tylko mądra, budująca, ale i piękna.

 

 

                                                               Jacek Breczko

 

                 Zadziwienie bytem – Posłowie do książki JM Od Cudu - fragment.

 

 

Malgorzata Lubańska: Recenzja

 

 Rzeczy najważniejsze bowiem dzieją się poza i ponad słowami

                                                                                                                              Jadwiga Mizińska „Od cudu"

Dobra książka jest na wagę złota. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy każdy, kto opanował w stopniu zadowalającym klawiaturę komputera lub laptopa może pisać co mu się podoba (bo o myśleniu trudno powiedzieć). W gąszczu tandety literackiej jesteśmy zmuszeni szukać dobrych i mądrych książek, które nie tylko powiedzą nam jak wyglądać młodo po ...-estce, czy jak rozmawiać z szefem, aby zdobyć podwyżkę, ale zmuszą nas do refleksji, zadumy i wstydu przed samym sobą. Wstydu, że nie potrafimy z mądrą miłością patrzyć na ten świat. Nie z ckliwo-romantyczno-sentymentalną, ale z taką ironiczną, zdystansowaną wobec otoczenia i samego siebie, wybaczającą i szukającą dobra w tym, co nas spotyka, nawet jeżeli jest to Mama, która rani.

Nie jest to kolejna publiczna terapia psychoanalityczna z cyklu „zobacz jakie miałam/miałem koszmarne dzieciństwo". (A tak na marginesie, zastanawiające jest, dlaczego ludzie decydują się na upublicznienie swoich traumatycznych przeżyć i pokazują się jako ofiary trudnego dzieciństwa: bo tatuś nie przytulił na dobranoc, bo mamusia nie czytała bajek.) Banałem jest twierdzenie, że problemy dzieciństwa wpływają na nasze dorosłe życie. Tak było „od zawsze". Ale znakiem naszych czasów jest pielęgnowanie w sobie wizerunku „ofiary trudnego dzieciństwa". „Pomagają" nam różni domorośli psychoterapeuci (szczególnie ci, piszący popularne książki o psychologii czy psychoanalizie) doprowadzając do tego, że z łatwością usprawiedliwiamy nasze, czasami paskudne, zachowanie. I nie chcemy znaleźć ani czasu, ani energii, by sobie z tym poradzić.

Na szczęście zawsze znajdzie się ktoś, kto czytał inne książki. Książki które opisując ludzką psyche zmuszają do głębszej refleksji. Nie tylko tej ludzkiej, indywiudualno-egoistycznej, lecz także humanistycznej. Ktoś, kto czytał traktaty filozoficzne, religijne, powieści, opowiadanie, wiersze... I czytanym treściom nadawał nowe znaczenie dzieląc się mądrością wynikającą z ogromu wiedzy i doświadczeń, także tych z dzieciństwa, które choć przeminęło fizycznie, zostało już na zawsze zaklęte w Słowa, zostało uwięzione we wspomnieniach. W pięknej i mądrej książce obdarzonej niebanalnej tytułem „Od cudu".

Dzieciństwo człowieka jest zawsze trudne bo przecież to, co się przydarza u samego początku życia, żłobi w człowieku niezatarte ślady (...) wszystko, co się dzieje z maleńkim człowiekiem, wydarza mu się po raz pierwszy. Inauguracyjnie. Bezprecedensowo, ale to Dorosły jest odpowiedzialny za swoje wspomnienia i stosunek do nich. I Dorosły Wyrobnik Słowa (jak o sobie pisze Jadwiga Mizińska) wspomina swoje dzieciństwo jakby było królewskie, mimo iż ma świadomość, że wszystko było pospolite jak rdest przy zakurzonej drodze. I w tym tkwi mądrość i odwaga Autorki, że potrafi poprowadzić nas przez swoje wspomnienia Dziecka, dodając do nich wiedzę, oczytanie i talent literacki Dorosłego.

Ten zbiór esejów autobiograficzno–filozoficznych można przyrównać do duchowego patchworka. Ludyczne skrawki wspomnień (jak choćby skacowana „wczorajszym tanim winem" pani Motka) przylegają ściśle do „materii" filozoficznych refleksji (kantowskich, popperowskich...), gdzieniegdzie, jak ozdobne aplikacje, pojawiają się literackie nawiązania do Tuwima, Mickiewicza, Manna... Ale nade wszystko najważniejszymi „skrawkami" tego duchowego patchworka, nadającymi wzór i treść, jest wspaniała galeria postaci, poczynając od Mamy, Taty, Dziadków, aż po różnorodnych Wujków, Cioć, Kuzynów, Znajomych itp. A cała, tak wytworzona „wspomnieniowa materia" jest pięknie zszyta Słowami, które w magiczny sposób łączą te, zdawałoby się „niełączliwe" elementy, w jedną wspólną, a przy tym piękną i estetyczną całość. To prawdziwy dar i umiejętność, aby z takich elementów stworzyć spójną treść, która cieszy duchowe oko, napawa refleksją, a jednocześnie otula zziębniętą duszę.

Nieodłącznymi elementami Dorosłości są dorastanie i dojrzewanie. Dorastanie jest związane z fizycznością, rośniemy w górę, zmieniają się nasze proporcje ciała (czasami wbrew naszym chęciom), dorastamy do zrozumienia czegoś, do podjęcia jakieś decyzji... Dojrzewając zmieniamy się niejako wewnątrz siebie, mężniejemy, stajemy się silniejsi, nasze życie nabiera kolorów... Kwintesencją dorosłości, a więc dorastania i dojrzewania, jest dla mnie kasztan, który gdy gotów jest zmierzyć się z rzeczywistością, porzuca zieloną, najeżoną kolcami łupinkę pokazując to, co tak zachwyca w dojrzałym kasztanie – piękne, lśniąco-brązowe oblicze. Dorosłość to dorastanie do odpowiedzialności, nie tylko za własne zachowanie, lecz także za własne wspomnienia. Dorosłość to dojrzewanie do zmierzenia się z tymi, bardzo często nieuświadomionymi, negatywnymi wspomnieniami. Jest to długi (i bolesny) proces. Ale możliwy. „Przedmioty, brane do ręki, obracane i oglądane dokoła wywoływały właściwe dla siebie nazwy. Łącząc się stopniowo między sobą, niby poszczególne wysepki w archipelagi, odtwarzały cały dawny świat. Ten, od którego niegdyś postanowiło się uciec, bo był twardy, smutny, biedny, a niekiedy - okrutny. Wspomnienia, które – zablokowane na dziesiątki lat – wydostały się niechcący z sarkofagu obolałej pamięci, o dziwo! - okazały się już bezbolesne. (...) Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że może to być w ogóle metoda na autoterapię, na uzdrawiane bolesnych wspomnień. Mianowicie poprzez spojrzenia na przykre obrazy nie poprzez ich ludzkich bohaterów, nierzadko negatywnych, ale poprzez ich cichych i niemych towarzyszy - Przedmioty" Powyższy cytat pochodzi z książki napisanej w 2006 roku, także przez Jadwigę Mizińską, „Duchy domów", która jest książką o dorastaniu do odpowiedzialności za własne wspomnienia. „Od cudu" jest książką o dojrzewaniu do zmierzania się z nimi. Po odrzuceniu, niedojrzałej zielonej pełnej kolców łupiny, ukazał nam się piękny i dojrzały owoc.

Pisanie książek wymaga czasu. Pisanie o sobie wymaga odwagi. Pisanie dobrych książek o sobie wymaga czasu, odwagi i mądrości. Żadnej z tych cech nie brakło Autorce, kiedy pisała ten zbiór autobiograficzno-filozoficznych esejów, które czyta się jak piękną baśń, gdzie zawsze zwycięża Dobro.

* * *

Książka Jadwigi Mizińskiej „Od cudu" ukazała się w 2011 r. dzięki Wydawnictwu Literackiemu „Li-TWA". Jest to kolejna pozycja z wydawniczej serii „Częstochowska Biblioteczka Poezji i Prozaików", która swoimi publikacjami propaguje dobrą, współczesną literaturę.

Zarówno ilustracje zawarte w tekście, jak i okładka „dopełniają" treści zawartej w Słowach. Rysunki Katarzyny Wołkowyckiej, białostockiej artystki, podobnie jak tekst, składają się z różnorodnych elementów tworzących, taką chagallowską, całość i współgrają z atmosferą Słów Autorki. A okładka, zaprojektowana przez Marka „Amen" - Popielnickiego (artystę książki – jak nazywa go Lech L. Przychodzki) „zapowiada" to, co znajdziemy w środku. Rozdziały w książce, podobnie jak szufladki, skrywają różnorodne wspomnienia i można przeglądać je, nie bacząc na chronologię. A także wracać do poszczególnych „szufladek pamięci", dodawać nowe szczegóły, nowe wspomnienia. Ot, po prostu je katalogować...

 

 

 

 

Iwona Agnieszka Siedlaczek  - recenzja 

Nie jest łatwo wybrać z własnego życia takie cząstki, takie ślady pamięci, które czytelnik może niejako wyjąć z osobnych szufladek (co sugeruje świetna okładka projektu Marka Amen-Popielnickiego) i przyłożyć do śladów pamięci własnej. Ukazać codzienność tak, aby wyłuskać z niej cudowność – na to potrzeba spojrzenia wnikliwego, indywidualnego, ale i odważnego. Trzeba wykazać się nie tylko spojrzeniem zdystansowanym wobec bliskich i siebie, ale jednocześnie pełnym swoistej czułości. Taką czułością dla ludzi, zwierząt, miejsc i ich aniołów (nowe ujęcie genius loci), dla kwiatów, zbóż, płotów a nawet błota wykazują się tylko ludzie niezwykli, tylko ci, których świat – stale i wciąż – zadziwia.   

Jadwiga Mizińska napisała właśnie taką książkę. Nazwała ją wymownie „Od cudu”. Autorka zna najróżniejsze smaki życia, ale nadal to, co było i to, co jest – ją zadziwia. W posłowiu Jacka Breczki czytamy nawet o własnej „filozofii zadziwienia” autorki. Czytelnik znajdzie w tej książce niezliczone tegoż zadziwienia potwierdzenia i przykłady. 

Mizińska zna moc słowa i wykorzystuje ją świadomie. Używa jej do takiego pokazania minionej codzienności ludzi i miejsc, która działa terapeutycznie (również, jak się zdaje, na jej własny świat wewnętrzny). Odkrywa przy okazji taką Lubelszczyznę, której klimat przywołują może już tylko pierwsze zdjęcia Edwarda Hartwiga. Lubelszczyzna nie jest na ogół traktowana jako miejsce niecodzienne, a tutaj okazuje się, że może być ona miejscem „od cudu”, pełnym niezwykłości i przyciągającym zarazem.

Czytelnik związany z wsią wspomnieniami dzieciństwa (tak jak niżej podpisana) poczuje się w spotkaniu z tą książką swojsko i dobrze. Jeśli do tego pamięta muzykę tamtego wiejskiego świata, odkryje w autorce wielką admiratorkę ludowych przyśpiewek, pieśni kościelnych i innych, których słowa z upodobaniem cytuje, pokazując związki muzyki z życiem wsi, również w jej pierwotnym znaczeniu – jako elementu oswajania rzeczywistości. Potwierdza też  niezwykłą możliwość całkowitego zrośnięcia się człowieka z jego ukochaną melodią. Obecność człowieka w takiej melodii, nawet po jego śmierci, jest dla bliskich oczywista i nieusuwalna. Tę myśl podsunął mi jeden z ostatnich tekstów Andrzeja Nowickiego – „Atena Creanda”. 

Wart podkreślenia jest fakt, że nie traktuje się już dziś opowieści kobiecych z ducha (a tak odbieram tę książkę), przesyconych ciepłą i mądrą obserwacją rzeczy codziennych, jako czegoś „infantylnego” i nieistotnego, czego po prostu nie wypada ogłaszać (zwłaszcza filozofom, którzy zadają głównie pytania „wielkie”). Ale przecież autorka, choć w sposób subtelny, zadaje je również. Te najważniejsze: o Życie, Śmierć, trwanie, Pamięć, granice wolności i daje własne odpowiedzi.

Mizińska ma już zapewnione miejsce w Niebiańskiej Bibliotece, którą tak uroczo i pomysłowo opisuje na kartach tej książki. Można ją czytać na kilka sposobów. Od zauroczenia krajobrazem i kulturą nadwiślańskich wsi, poprzez trudną i często okrutną, ale interesującą historię ludzi tam mieszkających, aż do zadania sobie samemu pytania o okruchy własnej pamięci, ich wymiar, sens i trwanie. Ale szufladek na okładce jest niezliczone mnóstwo i każdy czytelnik, jeśli tylko zechce, otworzyć może własną.