Chamstwo Drukuj Email

 

Chamstwo jako objaw wyczerpania kultury

Nie ch?opa rosyjskiego nienawidzi Bunin, on wie, ?e ch?op jest biedny, ciemny i ?e sam poeta wraz z ca?ym narodem ponosi odpowiedzialno?? za n?dz? ludu. Bunin nienawidzi chama, wyczu? w ludzko?ci chama i najbardziej pe?ne jego wcielenie znalaz? w ch?opie rosyjskim. Chamstwo naj?atwiej wykwita na tle n?dzy i ciemnoty, lecz z nich nie wynika; ono jest wrodzone, jest grzechem pierworodnym cz?owieka. Wyzwala si? cz?owiek drog? bezinteresownej kontemplacji prowadz?cej na szczyty. Tylko w bezinteresownej kontemplacji odkrywa si? cz?owiekowi ?wiat jako pi?kno uwiecznione w sztuce. Normalny stan cz?owieka, to interesowno??, praca, walka o byt: w tej walce bardzo ?atwo zatraci? wszelk? zdolno?? ujmowania pi?kna; wwczas cz?owiek spada na szczebel najni?szy na szczebel chamstwa; nie tylko nie rozumie wy?szych warto?ci, ale zaczyna je niszczy?, czyni?c to ju? zupe?nie bezinteresownie - bo w przygn?biaj?cej walce o byt rozwin?? w sobie instynkty szkodzenia i teraz pos?uguje si? nimi bezcelowo.[1]

 

1.

Chamstwo to nieprzyjemne s?owo z je?yka potocznego, nazywaj?ce rwnie? nieprzyjemne, czy wprost odra?aj?ce zjawisko. Chamstwo na pierwszy rzut oka nie nadaje si? na kategori? filozoficzn?, czy w ogle teoretyczn?. Jednak?e, to nie elegancja i dobry smak decyduj? o tym, co powinno sta? si? przedmiotem naukowej refleksji, a raczej stopie? rozpowszechnienie i dolegliwo?ci danego fenomenu, ktry mo?e znajdowa? si? poza polem uwagi teoretykw jedynie dot?d, dopki jest zaledwie kwesti? b?ah? i marginalna. Z momentem, kiedy z marginesu wtargnie on do centrum, nie mo?e by? dalej bezkarnie ignorowany. Z tego powodu zestaw poj??, staj?cych si? obiektem bada? i analiz, stale si? poszerza, a tym samym zmienia si? lista i ranga aktualnie najwa?niejszych oczek w narzucanej na zmieniaj?c? si? rzeczywisto?? siatce poj?ciowej.

Do liczby tych, jakimi zajmuje si? obecnie humanistyka z jednej, a filozofia kultury z drugiej strony, pilnie, moim zdaniem, nale?y do??czy? pojecie chamstwa. Aby uzasadni? ten postulat, nale?y w pierwszym rz?dzie si?gn?? do etymologii. Poprzedz? to wspomnieniem o moich przygodach z namys?em nad tym poj?ciem:

W studenckiej m?odo?ci na bieszczadzkich rajdach po raz pierwszy zetkn??am si? z prb? refleksji nad zjawiskiem chamstwa zawartym w tek?cie ?artobliwej piosenki, u?alaj?cej si? nad dol? pijaka, a ko?cz?cej si? s?owami:

Z piosenki ten moralny sens wynika dla narodu,

ze kto z pijaka ?mieje si?, ten jest chamskiego rodu.

Ta pointa poprzedzona by?a przypomnieniem ekscesu Noego, ktry po uko?czonej pracy budowy Arki, maj?cej, z zes?anego przez Jahwe na zdemoralizowany ludzki rd, uratowa? po parze ka?dego stworzenia, utrudzony, popija? wino dzbanem. Po czym zleg? na pok?adzie i, gdy zasn??, szata mu si? rozchyli?a w nieprzystojnym miejscu. Ujrza? to jego syn, imieniem Cham i przywo?a? pozosta?ych dwu braci, ?eby si? razem z nimi natrz?sa? nad pijanym ojcem.

Za to go przekl?? Pan

I odt?d Cham przekl?ty

- ?piewali moi koledzy studenci z zapa?em.

Przywo?uj?c tamte czasy i ?piewane w nich piosenki, uprzytomni?am sobie, jak dalece przez kilkadziesi?t minionych od tej pory lat zmieni? si? stosunek do chamstwa. Podczas, gdy wwczas by?o ono pi?tnowane i wyszydzane, obecnie sta?o si? rodzajem normalnej anomalii.

W drugiej dekadzie XXI wieku, zarwno wyra?enia, ktre niegdy? uznawane by?y za rynsztokowe, jak rwnie? wulgarne i niekulturalne zachowania wtargn??y z rynsztoka na salony. Szczeglnie na salony polityczne, a wi?c do elit, przeciwstawianym spo?ecznym do?om. Donosi o nich codziennie prasa oraz wszelkie inne media, nie nazywaj?c ich jednak pi?tnuj?cym okre?leniem chamstwo, ale nazywaj?c skandalem. Termin skandal[2] (1) ma wszak?e zdecydowanie inn? tre?? i wyd?wi?k, ani?eli chamstwo. Skandal to wprawdzie odst?pstwo od obowi?zuj?cej normy, pewien eksces, wybryk, z?amanie konwencji; jednak?e nie posiadaj?cy jednoznacznie negatywnego wyd?wi?ku i niekoniecznie wywo?uj?cy oburzenie. Dla przyk?adu: skandal w sztuce bywa obliczonym na przyci?gni?cie uwagi szerokiej publiczno?ci przejawem nowatorstwa, a podobnie rzecz si? przedstawia w modzie, czy w sferze obyczajowej. Chamstwo przedstawiane pod kryptonimem skandalu, chamstwem by? jednak nie przestaje: co najwy?ej, zamaskowane ?agodniejszym mianem, tym bezkarniej pe?ni swoj? destrukcyjn?, niszczycielsk? rol?. Czym wobec tego ono jest jako pozbawione os?onek? Chamstwo samo w sobie, w samej swojej istocie?

Aby dotrze? do korzeni chamstwa, by przy?apa? je na gor?cym uczynku, warto si?gn?? ju? nie do ?artobliwego streszczenia, lecz do tekstu ?rd?owego: do biblijnej Ksi?gi Rodzaju, gdzie znajdujemy nast?puj?cy opis pierwszego, paradygmatycznego wydarzenia chamstwa:

Oto trzej synowie Noego, ktrzy wyszli z arki: Sem, Cham i Jafet. Cham sta? si? ojcem wszystkich potomkw Kanaana. Ci trzej byli synami Noego i oni te? dali pocz?tek wszystkim ludziom na ca?ej ziemi. Noe, zajmuj?c si? upraw? roli, zacz?? tak?e uprawia? winoro?l. Pewnego razu upi? si? winem, zdj?? szaty i po?o?y? si? nagi w swym namiocie.

Cham, praojciec potomkw Kanaana, zobaczy? nagiego ojca i opowiedzia? o tym swoim braciom znajduj?cym si? na zewn?trz. Wtedy Sem i Jafet wzi?li p?aszcz, zarzucili go sobie na ramiona i podszed?szy ty?em, okryli nim nagiego ojca. Potem odwrcili si? jeszcze raz i stwierdzili, ze ojciec nie by? nagi. Kiedy Noe wytrze?wia? i dowiedzia? si?, jak zachowa? si? najm?odszy z synw. Powiedzia?:

Niech b?dzie przekl?ty Kanaan. B?dzie on s?ug? s?ug po?rd swoich braci!

A potem doda?: Niech b?dzie b?ogos?awiony Pan, Bg Sema, a Kanaan niech b?dzie

jego s?ug?.

Po potopie Noe ?y? jeszcze trzysta pi??dziesi?t lat. W sumie prze?y? Noe dziewi??set pi??dziesi?t lat. Potem umar?[3]. (Biblia Rodzinna)

Warto si? zaduma? nad tym, dlaczego Pismo ?wi?te po?wi?ca a? tyle miejsca tak, mog?oby si? wydawa?, drobnemu incydentowi, o wymiarze i zasi?gu co najwy?ej rodzinnym. A skoro ju? to czyni, to dlaczego Jahwe nie pi?tnuje raczej faktu upicia si? do utraty przytomno?ci Noego, jak by nie by?o ojca rodu, lecz zachowanie jednego z synw, ktry si? z niego wy?miewa?. Mo?e te? zdumiewa? wymiar kary za ten jego wyskok: nie tylko Cham, ale i wszyscy jego przyszli potomkowie skazani zostali na los s?ug potomkw jego braci, ktrzy obna?onego ojca starannie przykryli p?aszczem, odwracaj?c przy tym wzrok. Jaki? ludzki moralista gorszy? by si? g?wnie nieobyczajno?ci? osoby starszej, daj?cej z?y przyk?ad m?odszym i to rodzonym dzieciom! Tymczasem Jahwe gorszy si? reakcj? jednego z jego synw!

2.

Aby sprbowa? wyt?umaczy? sobie ten paradoks, trzeba dotrze? do jakiej? g??bszej p?aszczyzny, ani?eli jedynie obyczajowa, czy nawet moralna. W przywo?anym zdarzeniu mo?na mianowicie dopatrzy? si? archetypu odr?niania tego, co kulturowe i szlachetne od tego, co a-kulturowe chamskie. Tym samym wi?c kryterium przeciwstawienia kultury brakowi kultury; nie wy??cznie w sensie obyczajowym, lecz fundamentalnym.

Nie zamierzam w tym miejscu przedstawia? jakiej? definicji kultury ? jak wiadomo, istnieje ich nieprzeliczalna ilo??, przy czym ka?da wywo?uje w?tpliwo?ci. Sprbuj? natomiast zastosowa? podej?cie apofatyczne, pokaza?, czym kultura nie jest. Innymi s?owy, wskaza? na jaki? stan post- kulturowy. Dobr? po temu okazj? jest debata nad fenomenem kultury wyczerpania, z tym, ?e mnie b?dzie tu interesowa?a inwersja tego wyra?ania, mianowicie wyczerpanie kultury.

Pierwsze z tych okre?le?; kultura wyczerpania, kojarzy si? z poszczeglnymi stanami (i stadiami) s?abni?cia i rozp?ywania si? , rozmywania jakiego? idealnego, twardego rdzenia kultury. w rdze? kultury mo?na sobie wizualizowa? w postaci pot??nego stalowego pr?ta, ktry pod wp?ywem zmieniaj?cej si? temperatury otoczenia , z czasem zaczyna si? stopniowo odchyla? od pionu, wygina? w ro?ne strony i na rozmaite sposoby wykrzywia?. Mo?e si? to dzia? na sposb nihilizmu, sceptycyzmu, dekadencji itp. Ci?gle jednak w rdze? istnieje, po dawnemu pe?ni?c funkcj? probierza, modelu tego, jak by? powinno.

Kultura wyczerpania by?aby zatem epok? zw?tpienia, czy wci?? jeszcze da si? dotrzyma? wierno?ci pionowi- klasycznemu syndromowi fundamentalnych warto?ci i norm kultur? konstytuuj?cych. Innymi s?owy, stadium kultury wyczerpania, wi??e si? z wprowadzaniem wielorakich korekt do ju? nie?yciowego idea?u, zmierzaj?cych do jego rozmi?kczania.. Wyczerpanie kultury natomiast to taki punkt na tej opadaj?cej krzywej, w ktrym stalowy rdze? warto?ci i norm kulturowych w ogle si? za?amuje, kruszy i roztapia i rozdrabnia, by na koniec zosta? zmia?d?onym, zmienionym w magm? i pulp?.

O ile kultura, to w oglno?ci gradacja i hierarchia na kszta?t piramidy, r?nicowanie wszelkich zjawisk i we wszystkich ich aspektach na to co ni?sze oraz to co wy?sze, o tyle kultura wyczerpania wyra?a si? przesuwaniem i odwracaniem znakw warto?ci. Ostanie stadium tego procesu to w?a?nie wyczerpanie kultury, oznaczaj?ce sytuacj?, w ktrej dawne ni?sze uznaje si? za dopuszczalne, czy wr?cz obowi?zuj?ce!

Je?li przyjmiemy, ?e antynomi? chamstwa jest szlachetno??, to w kulturze pe?nej, szlachetno?? jest gloryfikowana, natomiast chamstwo pot?piane. W kulturze wyczerpanej za? odwrotnie: szlachetno?? uchodzi za przejaw naiwno?ci i nie?yciowo?ci, za to chamstwo jawi si? jako podziwiany dowd ?yciowego realizmu, przebojowo?ci niezb?dnej do utrzymania si? na powierzchni. Chamstwo staje si? tu swego rodzaju hegemonem, nie uznaj?cym niczego od siebie wy?szego i wi?kszego, co wi?cej przeczy ono sensowno?ci wyznawania, czy wr?cz istnieniu takowych warto?ci.

Ten w?a?nie moment nazywam doj?ciem do g?osu i dominacj? paradygmatu chamstwa, maj?c przy tym na uwadze nie jedynie chamskie zachowania, ale, i przede wszystkim, totaln? negacj? obowi?zywalno?ci, a nawet istnienia jakiegokolwiek sacrum i jakiegokolwiek tabu. A przecie? sacrum i tabu to niejako ?ywe, t?tni?ce serce kultury, dwie jego komory. Wzbraniaj? one dotykania i naruszania tajemniczego lecz niezbywalnego jadra kultury, reguluj?cego humanistyczny, humanitarny - cz?owieczy stosunek poszczeglnych osb nawzajem do siebie oraz do Transcendencji. Tabu i sacrum wzbraniaj? przekraczania subtelnej otoczki eterycznego bytu nietykalnych, intuicyjnie tylko odczuwanych i doznawanych warto?ci, po zgwa?ceniu ktrych cz?owiek ulega od-cz?owieczeniu,

Chamstwo, ?lepe na istnienie tego, co niewidzialne i niedotykalne, tego, co niedotykalne, z arogancj? i impetem depce po wszystkich, dla ktrych posiadaj? one sens, warto?? i znaczenie. Czyni to powodowane nie tylko aksjologiczn? t?pot? i ?lepot?, ale rwnie? zajad?? wrogo?ci?. Typ Chama nie toleruje niczego i nikogo, co i kto go w jakiej? mierze przerasta. To, co dla? niezrozumiale, zamiast zaciekawienia czy zastanowienia, wywo?uje odruch destrukcji: ch?ci podeptania, degradacji, zniszczenia. Leon Kruczkowski jest autorem powie?ci Kordian i Cham. Abstrahuj?c od tre?ci utworu, wykorzystajmy to zr?czne przeciwstawienie, nadaj?ce imiona naszemu typowi cz?owieka kulturowego i cz?owieka bez-kulturowego. Kordian, z rodu szlachcic, uosobienie bezinteresowno?ci i duchowej elegancji, zorientowany jest na doskonalenie si? w kierunku szlachetno?ci, zatem zd??a do wysubtelnienia i wyrafinowania w imi? sprostania warto?ciom najwy?szym,. Tym samym jest wcieleniem Pana, w znaczeniu: cz?owieka kultury.

Cham, cz?owiek bez kultury, na odwrt, sam nie b?d?c wra?liwym na owe imponderabilia, nie znosi i nie toleruje ich u innych. Jego intencj? jest powszechne wyrwnanie, zniwelowanie, zwa?owanie spo?ecznego i aksjologicznego terenu. Sam si? w takie dzia?anie z zapa?em anga?uje, wyszydzaj?c i degraduj?c wszystko i wszystkich, ktrzy, jego zdaniem, wywy?szaj? si? ponad niego. Og?asza si? zwolennikiem i emisariuszem demokracji rwnych ?o??dkw. Warto zatrzyma? si? przez chwil? przy tym charakterystycznym wyra?eniu. Wskazuje ono, jak odmiennie mog? by? pojmowane podstawy dla tak istotnego dla demokracji poj?cia, jakim jest rwno??. W wieku siedemnastym Kartezjusz upatrywa? jej w identycznym dla wszystkich ludzi przydziale porcji rozs?dku i rozumu. Wsp?cze?ni populi?ci widz? j? natomiast w?a?nie w, jakoby dla wszystkich jednakowej, pojemno?ci organu trawienia pokarmw!

Obecne zwyci?stwo tej tendencji do obni?enia centrum cz?owieka z poziomu g?owy na poziom poni?ej pasa, sprzyja redukowaniu zapotrzebowania na pokarm dla rozumu na rzecz karmy dla ?o??dka. Zatem przewadze roszcze? Chama nad ambicjami Kordiana.

Mo?na by s?usznie zapyta? dlaczego Cham, ktry satysfakcjonuj?co dla siebie realizuje si? dzi? jako konsumpcyjny Jamoch?on, nie zadowala si? tym, ?e sam ma dobrze, ale ponadto agresywnie atakuje Kordiana, mimo, i? ten bynajmniej nie aspiruje do konkurowania z nim o dobra materialne i utylitarne. By?oby to zarazem pytanie o to, dlaczego w obecnej cywilizacji typ Chama nie toleruje typu Pana- Kordiana, a przeciwnie, zabiega o narzucenie mu w?asnej mentalno?ci oraz quasi- aksjologii. Nawi?zuj?c do zacytowanego na wst?pie motta, autorstwa Fiszera, w nieco innej stylistyce zapytajmy: dlaczego egocentryczna interesowno?? zmierza dzi? do wyplenienia, a co najmniej zdeprecjonowania postawy kontemplacyjnej i bezinteresownej?

3.

Poszukuj?c wyja?nienia, skorzystam z bardzo mi bliskiego rozumowania Jacka Breczki, przedstawionego w krtkim tek?cie Postmodernizm a bezpiecze?stwo duchowe[4]

Przede wszystkim, z zacytowanego przeze? Leszka Ko?akowskiego, u?ywaj?cego poj?cia bezpiecze?stwo duchowe, b?d?cego podstaw? ufno?ci w ?ycie. Wed?ug Ko?akowskiego jest ono konstytuowane przez cztery przekonania:

1. Istnieje realna r?nica mi?dzy dobrem a z?em.

2. Istnieje realna r?nica mi?dzy prawd? a fa?szem.

3. Istnieje sensowny porz?dek ?wiata ( ?wiat ma sens).

4. Istnieje co? takiego, jak rzeczywista historia, ktra nas ogarnia, ?ywa ci?g?o??, ktra nas wi??e i ogranicza , ca?o??, w obr?bie ktrej wsp??yj? i porozumiewaj? si? minione i obecne pokolenia[5].

Patrz?c na ten syndrom bezpiecze?stwa duchowego mo?na by go, moim zdaniem, potraktowa? jako swego rodzaju skrcony Dekalog Kordiana.

Kordian, Pan- Cz?owiek Kultury ufa ?yciu, wierzy w duchowo??, dzi?ki czemu wierzy rwnie?, i? ?ycie nie sprowadza si? do nagiego prze?ycia , ale jest po co?. Owo po co? pozwala mu - dodajmy od siebie - przekracza? poziom wegetatywny i instynktowny, sk?ania ku temu, aby p?ug swojego ?ycia przywi?za? do jakiej? gwiazdy. Czyli przekracza? immanencj? w stron? Transcendencji. W stylistyce E. Fromma, inspirowa? do ?ycia na by?, a nie ?ycia na mie?.

Uzupe?niaj?c zarwno J. Breczk?, jak i L. Ko?akowskiego, nale?y przy tym zauwa?y?, i? bezpiecze?stwo duchowe mo?e wchodzi? w kolizj? z bezpiecze?stwem ?yciowym. Pan. Kordian gotw jest ?wiadomie podejmowa? takie ryzyko. Po?wi?ca? nie tylko wygod? i spokj, ale nawet ?ycie dla Kamiennych Tablic Ko?akowskiego.

Cham, antyteza Pana, Kordiana, odrzucaj?cy Transcendencj? , ale te? ?yw? ca?o?? historii, uznaje si? za p?pek ?wiata, jego idolami staje si? duet Wygody i Rozrywki. Narzuca mu to styl zabawowego hedonizmu, ktry, jak to okre?la J. Breczko, wi?zi go w weso?ym miasteczku . Z?akniony nie tyle ?ycia, ile u- ?ycia, zatraca si? w rozrywce, zabawia si? na ?mier?. Sam tak?e zreszt? czyni ?mier? zarwno innym, jak i sobie samemu.

Wykorzystuj?c rozumowanie J. Breczki do moich celw, znajduj? jeszcze jedno odr?nienie mi?dzy pa?sko?ci? a chamsko?ci?: w tym, i? podczas gdy druga goni za p?ytk? weso?o?ci? (w typie sit comu), to pierwsza docenia powag? i jej po??da.

Ostatecznie obraz dzisiejszego Chama staje si? bardzo podobny do Chama biblijnego: obydwaj z lubo?ci? natrz?saj? si? powierzchni rzeczywisto?ci, jako ?e pozostaj? ?lepi, g?usi i niewra?liwi na jej g??bsze pok?ady. Sami maj?c posta? duchowego p?aszczaka, nie s? w stanie zrozumie? innych, do niech niepodobnych- ludzi intelektu, uczu? , ducha. Kpina, szyderstwo, chichot jest jedynym dost?pnym im sposobem radzenia sobie z tym, co niezrozumia?e.

W tym te? sensie obecne rozplenienie si? typu Chama stanowi epifani? wyczerpania si? kultury. Cham swoj? egzystencj? traktuje jako obs?ug? swojej w?asnej, jednostkowej , od- uduchowionej, biologicznej, czy raczej fizjologicznej wegetacji.

4.

Aczkolwiek natura chamstwa pozostaje niezmieniona od momentu, gdy jeden z synw Noego zademonstrowa? j? na Arce, to zmieniaj? si? historyczne przyczyny pojawiania si?, szerzenia, traktowania go ju? to jako anomalii, ju? tez jako normy.

Jeszcze do niedawna Cham pozostawa? w pogardzie, by? uznawany za patologi? i margines kultury - obdarzenie kogo? tym mianem uchodzi?o za inwektyw?. Dzisiaj, w epoce postmodernistycznej, ktr? Jacek Breczko w innym swoim tek?cie nazywa katastrofizmem kulturowym(5), dosz?o do osobliwej inwersji. Autor przytacza prawo Mi?osza ?osz?ce: je?li w ka?dym cz?owieku tkwi m?drzec i idiota, ten kto schlebia idiocie, zwyci??a i twierdzi, i? postmodernizm jest swego rodzaju zwyci?stwem idioty. Przejawia si? ono tym, co Florian Znaniecki nazwa? ochlokracj? w kulturze.

J. Breczko dowodzi, ?e wsp?czesny postmodernizm, na?o?ony na naoliberalistyczne pod?o?e prowadzi konsekwentnie do takiej w?a?nie ochlokracji, czyli wyniesienia tzw. masowej kultury t?uszczy ponad kultur? elit. Oto przekonuj?ca mnie argumentacja na rzecz tej tezy:

Ot? w kulturze coraz wi?kszy wp?yw uzyskuje kultura masowa; kultura masowa staje si? za? coraz bardziej obrazkowa, jaskrawa, ha?a?liwa, wulgarna, z coraz wi?kszymi dawkami erotyzmu i przemocy. Dzia? tu zarwno prawo konkurencji, jak i potrzeba wzmacniania bod?cw zwi?zana z przyzwyczajaniem si? i znieczulaniem wyobra?ni [...]. W polityce mamy za? do czynienia z w coraz wi?kszym stopniu z demokracja mass- medialn? (czyli rozszerza si? sfera polityki robionej z my?l? o gustach masowych), co z kolei przejawia si? zanikiem powa?nej debaty politycznej, zast?powanej chwytliwymi has?ami oraz polemikami przypominaj?cymi podwrkowe k?tnie przy trzepaku, gdzie krluj? wyzwiska, przezwiska, oskar?enia, i coraz bardziej skrajne, dosadne sformu?owania 9 tak zwana brutalizacja j?zyka polityki). W takiej debacie wygrywaj? politycy bezwzgl?dni oraz schlebiaj?cy gustom masowym, czyli przede wszystkim obiecuj?cy (krew, pot i ?zy zosta?y zast?pione ? nawet w sytuacjach kryzysowych przez zdrowie, wypoczynek i zabaw?). Co wi?cej mo?na odnie?? wra?enie, ze pierwsza linia politykw (tak zwani liderzy), to postacie karykaturalne, nadmiernie wyraziste; druga linia, przeciwnie, postacie u?rednione, pozbawione indywidualizmu, wypowiadaj?ce si? schematycznie (wedle obowi?zuj?cej w danej chwili partyjnej poprawno?ci) i wygl?daj?ce identycznie (fryzury i stroje niczym mundury. Prowadzi to krtko mwi?c do ochlokracji w polityce ( ze demokracja mo?e przerodzi? si? w ochlokracj?, to spostrze?enie staro?ytne) oraz , uwaga, do ochlokracji w sferze ekonomicznej, religijnej, artystycznej i naukowej czyli do ochlokracji w kulturze[6].

Jak wnika z tej przenikliwej analizy, czynniki powoduj?ce schamienie obyczajw, tkwi? o wiele g??biej. Obecnie proces chamienia, obejmuje wszystkie pozosta?e sfery ?ycia, nie wykluczaj?c o zgrozo! kultury, maj?cej by? wszak barier? i tam? przed chamstwem.

J. Breczko wskazuje, i? ?rd?em owej totalizacji chamstwa jest znana od staro?ytno?ci tendencja przekszta?cania si? demokracji w ochlokracj?! W porwnaniu z wcze?niejszymi formami ochlokracji, wsp?czesna dopu?ci?a si? wtargni?cia tego destrukcyjnego zjawiska na teren, z ktrego by?a niegdy? wykluczona. Cham wypiera Pana z Palacu, wtargn?wszy na pokoje w ub?oconych buciorach! Ten, ktry mia? sta? na stra?y warto?ci wysokich i szlachetnych, umizga si? do prostaka, ktry ma pieni?dze i ktry tworzy mas? wyborczego elektoratu[7].

5.

Okrzyki zdumienia i grozy same w sobie s? jednak do?? bezsilne, gdy? cham jest odporny na wstyd ? jego pot?g? jest bez-czelno??. Dzia?a z ods?oni?t? przy?bic? i jeszcze tym si? szczyci. Dlatego warto rozwa?y?, z czego, z jakich dot?d przemilczanych g??bi wyp?ywa dzisiejsza erupcja chamstwa oraz milcz?ce na nie przyzwolenie tych, co sami nie umiej? albo nie chc? si? do niego przy??czy?. Pulp-kultura musi mie? jakie? ?yzne podglebie, a szuka? go nale?y tak?e w historii nie tylko najnowszej. Na szcz??cie, wraz z coraz to bardziej wzmagaj?c? si? krytyk? schamienienia masowej pseudo-kultury, obliczonej na produkcj? rzesz konsumenckich, pojawiaj? si? bardzo interesuj?ce g?osy na temat obecnego ? by tak rzec oksymoronicznie ? panowania Chama. Jest to fenomen szczeglnie zastanawiaj?cy w Polsce, ktra przez wieki strzeg?a przewagi Jafetanad Chamem. W jednym, tylko numerze Gazety Wyborczej z dnia 11-12 sierpnia 2012 roku znalaz?y si? trzy obszerne teksty po?wi?cone tej zagadkowej sprawie[8].

Ich autorzy i rozmwcy z ktrymi przeprowadzono wywiady- zgadzaj? w pogl?dzie co do istoty postawy Chama:, okre?lonej przez brazylijskiego filozofa, Ladislaua Dowbora has?em: We are the best, fuck the rest. Polscy autorzy, muzyk Maciej Szajkowski oraz pisarz, Marian Pilot, zanurzaj? si? ponadto w historyczne dzieje naszego kraju, ktre ? ich zdaniem ? niejako wymusza?y na ni?szych warstwach spo?ecze?stwa fenomen, ktry mo?na by nazwa? chamstwem obronnym. Na szczegln? uwag? zas?uguje zw?aszcza analiza Macieja Szajkowskiego, w my?l ktrej dawny polski ch?op zmuszany do pa?szczyzny (nomen omen!) pozostawa? zniewolonym homo feudalus. Jego psychika pozostawa?a na trwale zraniona, tym bardziej, ?e, jak pisze Wies?aw My?liwski, rodzi? si? bez najwa?niejszego imperatywu do ?ycia bez nadziei[9].

Podobnie Marian Pilot, twrca nagrodzonej w 1012 roku nagrod? Nike powie?ci Piropusz obecny podzia? Polakw na bezwolne lemingi niewolnikw korporacji i dumnych sarmatw, (tyle tylko, ?e dzi? Lemingi orz? w korporacjach, a Sarmaci stoj? z broni? u nogi) wywodzi z tradycyjnej mentalno?ci, ktra niesprawiedliwo?? spo?eczn? kwitowa?a pogard? dla nieobecnych w kulturze Chamw. Co szczeglnie interesuj?ce, M. Pilot zwraca uwag?, ze nawet po?rd chamstwa istnieje tendencja, by je stopniowa? we d?, oddalaj?c od samego siebie i coraz to ni?ej spychaj?c t? wci?? deprecjonuj?c? nazw?. Jednocze?nie jednak bynajmniej nie rezygnuj?c z chamskiego stylu bycia.

*

Konkluduj?c: mamy obecnie do czynienia z powa?nym zamieszaniem wok? zjawiska chamstwa, polegaj?cym na tym, ze z jednej strony preferuje si? zachowania (i adekwatne do nich s?ownictwo) wyzbyte elementarnych wzgl?dw na warto?ci wysokie. Z drugiej wszak?e ? osoby tak post?puj?ce oddalaj? od siebie oskar?enie o chamstwo. Znakomit? tego ilustracj? by?a niedawna afera wok? dwuznacznego programu telewizyjnego showmana Kuby Wojewdzkiego, brutalnie ?artuj?cego na temat Ukrainek zatrudnianych u Polakw w charakterze pomocy domowych. Tak te Ukrainki, jak i liczne Polki, poczu?y si? ura?one i obra?one, za? idol Wojewdzki t?umaczy? si?, ze on mia? w?a?nie intencj? stan?? w obronie wyzyskiwanych i krzywdzonych

Ten przypadek nakazuje podnie?? jeszcze jedn? kwesti?: mianowicie je?li zachowa? klasyczne dystynkcje Cz?owieka Kultury oraz pozakulturowego Chama, to jakimi metodami cz?owiek szlachetny mia?by skutecznie zwalcza? chamstwo?

Obiegowe powiedzenia odradzaj? kopania si? z koniem czy bicia si? na mokre szmaty, czyli zni?ania si? do poziomu przeciwnika. Rwnie? ignorowanie chamstwa jedynie przyczynia si? do jego panoszenia. Czy istnieje jakie? inne, trzecie wyj?cie? I jakie ono mog?oby by?? Ale przede wszystkim: czy naprawd? mo?emy sobie pomy?le? takie spo?ecze?stwo, w ktrym w ogle nie ma miejsca dla Chama?

Obawiam si?, ?e nie, bo skoro Pan Bg obdarzaj?c swego wybra?ca Noego trzema synami, jednego z nich przeznaczy? do tej roli, najwidoczniej i Cham jest do czego? niezb?dny. Powiedziane jest zreszt? wprost, do czego by by? jego potomkowie byli niewolnikami potomkw Jafeta i Sema.

Nie chodzi zatem o wyplenienie: chamskiego rodu, a jedynie o utrzymywanie go na w?a?ciwym mu, podrz?dnym miejscu. Tak, jak to czyni?, natychmiast po obudzeniu, szlachcic Zag?oba, powtarza? trzeba cham chamem! Nie po to, aby go obra?a? i pi?tnowa?, ale by stara? si? utrzyma? do niego dystans. By strzec granicy, jaka nas od niego oddziela. Czasem owa granica przebiega bowiem w naszym w?asnym wn?trzu

                                                                                                                              Jadwiga Mizi?ska

 


[1] W. Fiszer, Z literatury rosyjskiej. Iwan Bunin, Przegl?d Warszawski, 1923, nr 24;cyt za: L. B. Grzeniewski, Iwan Bunin, Czytelnik, Warszawa 1982, s. 62-63.

[2] J. Mizinska, Skandal.

[3] Biblia Rodzinna (pe?ny opis biblograficzny).

[4] J. Breczko, Postmodernizm a bezpiecze?stwo duchowe (glos przy okr?g?ym stole) maszynopis.

[5] L. Ko?akowski, Moje s?uszne pogl?dy na wszystko. Krakw 1999. s. 384- 385

[6] Jacek Breczko, Historia po ko?cu historii. Prba oglnej diagnozy kondycji i polityki Zachodu ( maszynopis).

[7] Tam?e.

[8] Brak przypisu.

[9] Brak przypisu.