ksiega P Drukuj Email

 

Zaproszenie w go?cin? do Ksi?gi Przyjaci?

Kochani Przyjaciele!

Mi?o jest go?ci? u przyjaci?, jeszcze milej go?ci? ich u siebie.

Czym?e bowiem jest sama go?cinno??? Pisana zwyczajnie kojarzy si? z ch?ci? zaspokojenia t?sknoty za mi?ymi sercu (i umys?owi) osobami, a wtedy na pierwszy plan wychodzi pokrewie?stwo i podobie?stwo. Jednak?e to samo s?owo, ?artobliwie rozdzielone znaczkiem dywizo, pisane jako go?? - inno??, nabiera nieco innego odcienia. Oznacza otwarcie si?, ba po??danie ! - inno?ci. Nie wszelakiej wszak?e, ale Inno?ci interesuj?cej, nieprzewidywalnej, a przez to podniecaj?cej i fascynuj?cej. Kiedy zapraszamy w go?ci najbli?sz? rodzin?, po poszczeglnych jej cz?onkach spodziewamy si? powtarzania znanych gestw, zachowa?, ulubionych powiedze?, znanych do znudzenia pogl?dw. Jest to wprawdzie rutyna, ale do?? mi?a. Potrzebna do utrwalania rodowych rytua?w, a tym samym - poczucia bezpiecznej przynale?no?ci do w?asnego gniazda i ci?g?o?ci jego tradycji. Spraszaj?c przyjaci? wybranych spoza kr?gu rodzinno?ci, oprcz kontynuacji i kultywacji znanego, oczekujemy ponadto zadziwie?, zaskocze?, o?ywienia serca i umys?u. Po rozstaniu z nimi zostaje nam dar w postaci zas?yszanych od nich wypowiedzi, ktre nas zdumia?y, wprawi?y w podziw lub w zadum?. Go?cinna obecno?? przyjaci? nie ko?czy si? wraz z ich odjazdem i posprz?taniem ze sto?u. D?ugo jeszcze przychodzi nam sprz?ta? okruchy my?li, czasem rzuconych jedynie mimochodem.

Bo kim w ogle s? Przyjaciele? Kto to jest Przyjaciel?

Bawi?c si? s?owami, znowu dokonajmy rozbirki tego pi?knego s?owa. Przy - ja- ciel to kto?, kto stoi przy ja. Nie po prostu jest, jak wszyscy inni, ktrzy nas otaczaj? (a niekiedy i osaczaj?), ale w?a?nie stoi w postawie czujno?ci. Gotowo?ci do udzielenia oparcia, gdy upadam, podtrzymania, gdy si? za?amuje, pomagania gdy nadci?ga bieda czy   nieszcz??cie.

Ale Przyjaciel to nie tylko mj pomocnik, ratownik i wspomo?yciel. Bliska, wra?liwa i czu?a obecno?? Przyjaciela zaznacza si? rwnie? wtedy, gdy los mi sprzyja i mam powody do zadowolenia oraz rado?ci. Mj prawdziwy Przyjaciel, to kto?, kto w wyzbyty zawi?ci i zazdro?ci sposb potrafi ze mn? dzieli? (co w tym przypadku oznacza: mno?y?) moje dobre samopoczucie, radowa? si? z osi?gni?? i ?wi?ci? je . Nadawa? im nowego wymiaru przez ich celebrowanie. Jego udzia? w moich rado?ciach potwierdza ich wiarygodno??. ?wi?towanie w samotno?ci jest czym? wewn?trznie sprzecznym. Sensem ?wi?towania jest wsplne radowanie si? okazj? do niego. Rado?? nie daje si? zamkn?? w jednym naczyniu. Tryska z nas na wok? i domaga serdecznego wsp?udzia?u, wsp?uczestnictwa tych, ktrzy nam dobrze ?ycz?, Nie ma nic smutniejszego, ni? rado?? trzymana pod korcem

Istnieje jeszcze jedna, najtrudniejsza rola Przyjaciela. Objawia? si? ona powinna wwczas, gdy nie grozi nam chwilowo ?adna bieda, ani gdy akurat zdarza si? powd do frenetycznej i zas?u?onej rado?ci, lecz wtedy, gdy ponosi nas samozadowolenie - nie mwi?c o pysze. Na przedpolu grzesznej hybris, przed ktr? tak dono?nie przestrzegali staro?ytni Grecy (ci sami, ktrzy odkryli i g?osili apologi? go?cinno?ci): ot? tu akurat Przyjaciel jest najbardziej niezb?dny. Tylko on, powodowany czu?? o mnie trosk? mo?e mnie uratowa? przed skutkami przekroczenie gi?tkiej granicy mi?dzy dum? a pych?. Duma jest s?usznym prze?wiadczeniem o swojej warto?ci i godno?ci-zatem dowarto?ciowaniem siebie; pycha natomiast polega na prze- cenianiu siebie, na nad- warto?ciowaniu, rozdymaniu w?asnego ja. Zakorzenia si? ona na fatalnej w skutkach aksjologicznej pomy?ce. bo s?dz?c, ze jeste?my lepszymi ni?li nas oceniaj? najbardziej nawet ?yczliwi, wprowadzamy w b??d samych siebie, wydaj?c si? bezwiednie na szyderstwa nieprzyjaci? i za?enowanie przyjaci?. Najgorszym jednak aspektem pychy jest ten, ?e wynosz?c siebie samych, staramy si? pomniejszy? innych. Pogardzamy innymi, spogl?damy na nich z gry. Nie zdaj?c sobie z tego sprawy, przypisujemy sobie im odj?t? cz?stk? i zaczynamy chodzi? na wysokich i niewygodnych koturnach, trac?c kontakt z ziemi?. Stajemy si? przez to wywrotni. Lada potkni?cie mo?e doprowadzi? do upadku, z ktrego ju? ci??ko si? podnie??, jako ?e pycha, nie bez powodu uznana za grzech ?miertelny, rozpoznana jako taka, wykpiona i o?mieszona, nierzadko oznacza ?mier? cywiln?. Jej istot? jest bowiem swoiste zam?cenie to?samo?ci. Stracona w przepa?? cz??? zbuntowanych Anio?w, zosta?a skarana w?a?nie za to. Powo?ani przez Stworzyciel do funkcji bo?ych pos?a?cw, zapragn?li mie? Boski status! Blisko?? bo?ego tronu zam?ci?a im w g?owach. Nie potrafili rozpozna? i doceni? swojej ju? i tak znamienitej pozycji. Dybi?c na wy?szy sto?ek, zak?cili ca?y porz?dek stworzenia. Wprowadzili na powrt chaos, z ktrego zacz?? si? w?a?nie wy?ania? Porz?dek. Dla ludzi winna st?d p?yn?? nauka, i? trafne rozpoznanie swojego jednego-jedynego miejsca w Bycie, to warunek szcz??liwego w nim istnienia w poczuciu harmonii z ca?? reszt?. Pycha wprowadza zamieszanie w t? harmoni?, dlatego jest grzechem przeciwko ?adowi.

Przyjaci? zatem poznajemy i (doznajemy!) w najwy?szym i nieprzecenialnym stopniu, gdy nad powstrzymuj? przed   katastrof? moraln?. Najtrudniejszym ich obowi?zkiem jest przestrzec i prbowa? powstrzyma? nas przed samouwielbieniem. Dokonuje si? tego na bie??co, na co dzie?. wytykaj?c nam fa?sze, b??dy, nietakty, przeoczenia, czy niekiedy po prostu g?upot?.

Prawdziwy Przyjaciel zatem ma by? spolegliwy i w tym sensie, ze jest wobec nas krytyczny. W szczeglny sposb- daj?c nam odczu?, ze czyni nam wymwki z troski, ?yczliwo?ci i mi?o?ci. Te, nie budz?ce w?tpliwo?ci, bo potwierdzone latami wytrwa?ej wspl-obecno?ci, pobudki upowa?niaj? go, czy wprost obliguj?, by wytyka? nam potkni?cia, nie czekaj?c a? upadniemy ?ami?c sobie zebra czy rozbijaj?c g?ow?.

Zapraszaj?c w go?cin? Prawdziwych Przyjaci?, liczymy tedy nie tylko na mi?e i czu?e s?wka, ale i na kluj?ce s?owa krytyki,.

Tak te? pragn? uczyni? i ja, zwracaj?c si? do Was, i proponuj?c wsplne przygotowanie, napisanie i wydanie Ksi?gi Przyjaci?. Proponuj? to Osobom, ktrych albo znam od dawna, jestem z nimi ??yta dzi?ki wieloletnim wsplnym do?wiadczeniom i prze?yciom, z ktrymi jestem fundamentalnie dogadana, jak te? tym, ktrych pozna?am niezbyt dawno, ale z ktrymi roz- poznali?my si? od jednego wejrzenia, s?owa, dotkni?cia.Wiek nie ma tu wi?kszego znaczenia; w?rd moich Ukochanych, s? zarwno moi rwie?nicy, Geronci, jak te? m?odsi i jedno czy dwa pokolenia Juniorzy. Wi?kszo?? tych ostatnich, to moi dawni studenci, doktoranci, wychowankowie z Warsztatw Filozoficznych.

Poniewa? jestem gospodyni? tego Przyj?cia, ci??? na mnie to przede wszystkim obowi?zki go?cinno?ci, ale te? jej przywileje.

Obowi?zki s? oczywiste przygotowa? si? na wytrawn? uczt?, ale przedtem, za rad? Ksi?dza Robaka dom oczy?ci? z ?mieci. Czyli uporz?dkowa? miejsce spotkania, poustawia? meble, nakry? st? obrusem i u?o?y? menu. Przywilejem (niezmiernie trudnym do uniesienia) jest taki zestaw strawnych potraw, a?eby mo?na by?o wybiera?, i ?eby ka?dy z go?ci mg? zaspokoi? swj w?asny gust. Trzeba wi?c zgra? dwa gusty: mj i ka?dego z Was.

Oto takie menu, ktre stanowi prezentacj? tego, w czym my?lowo gustuj? od czasu, kiedy zdecydowa?am si?, pod wp?ywem Michai?a Bachtina my?le? bez alibi, my?le? po swojemu To znaczy, z chwil?, kiedy - wykorzystuj?c uprzednie do?wiadczenie terminowania w r?nych szko?ach i uprawiania gdzie indziej podgl?danych stylw - dojrza?am do tego, ?eby postara? si? o swj w?asny. Postara?- nie znaczy urzeczywistni?. Raczej u?wiadomi? sobie dog??bnie, ?e inaczej ju? nie warto. I nie wolno. Bo naprawd? styl to cz?owiek; ka?dy wszak ?yje, od?ywia si?, ubiera, urz?dza dom po swojemu. Po swojemu te? prze?ywa ?wiat, buduje ?wiato- ogl?d, hierarchi? warto?ci, system ocen, Musi to rzutowa? na jego niepowtarzalny styl my?lenia oraz wcielania tego my?lenia w j?zyk. Wzajemne poznawanie si? to identyfikowanie owych stylw, napawanie si? ich r?norodno?ci?, dociekanie, jak si? kszta?towa?y, porwnywanie z w?asnym. Odwrotno?ci? tego rwnania s? straszne s?owa: Kto?, kto nie dorobi? si? rozpoznawalnego stylu nie istnieje. Nie istnieje jako wyr?nialna z masy, zindywidualizowana osoba!

Zwracam si? do Was, Przyjaciele, o jak najbardziej przyjazne- jak najmocniej krytyczne spojrzenie, w jakim stopniu mnie si? to dotychczas udaje: czy posiadam cho?by zadatki w?asnego stylu my?lenia, w czym si? myl?, gdzie b??dz?, jakie pope?niam niezr?czno?ci obra?aj?ce dobry smak; intelektualny, j?zykowy, estetyczny i nie daj Bo?e, moralny.. To nie kokieteria, ale wyraz wiary, ze s?u?ymy wszyscy Sprawie, ktra nas przerasta. I, ?e ostatecznie to Ona jest najwa?niejsza i zmuszaj?ca do nieustannego starania si?, by jej nie umniejszy? w?asn? nieuwa?no?ci?.

Zastanawiaj?c si? w obecno?ci Stefana Symotiuka, Piotra Skudrzyka,, Lukasza Marci?czaka osb, ktre w wakacyjnym czasie mia?am pod r?k? - nad tym, co Profesor Andrzej Nowicki nazywa centralnymi kategoriami, a ktre niby wyspy uk?adaj? si? w jaki? archipelag, dosz?am to takiego oto samookre?lenia:

Podstawow? kategori? jest dla mnie DUCHOWO?C. Z ni? ??cz? istot? cz?owiecze?stwa, j? czyni? jej stra?nikiem i depozytariuszem. Nie przeciwstawiam jej bynajmniej cielesno?ci, raczej zmaterializowaniu w sensie redukcji do przyziemnych, czysto i dora?nie pragmatycznych pseud- dbr. Duchowo?ci nie uto?samiam z religijno?ci? i w oglno?ci religi?. Bliskie jest mi podej?cie tzw. nowej duchowo?ci- ponadreligijnej i podkulturowej. DUCHOWO?C implikuje kategori? ENTUZJAZMU ( czyli, ?rd?owo- bosko?ci w cz?owieku)

Drug? z kolei jest kategoria UCZUCIOWO?CI. Nie po prostu uczu?, ale ca?ego syndromu egzystencjalno poznawczych prze?y?, poczynaj?c od elementarnej WRA?LIWO?CI po NAMIETNO?CI. Uwa?am, ze na tym fundamencie styku cz?owieka z rzeczywisto?ci?, ktry zawsze wywo?uje subiektywne ODCZUCIE - i dopiero potem kszta?tuje si? sposb postrzegania, oceniania i intelektualnego porz?dkowania ?wiata.

Trzecia kategoria to PRZYJAZN, rozumiana szeroko jako podstawowe odniesienie do BYTU i BYCIA w?asnego i innych. Od niej zale?y sposb przyjmowania zarwno korzystnych i dobrych, jak te? nieszcz??liwych wydarze? wpisanych w nasz LOS. Wole bowiem mwi? o cz?owieku nie tylko w kategoriach ?ycia ktre go sytuuje wy??cznie w immanencji, ale tak?e losu odnosz?cego go do Transcendencji.

Kategoria czwarta to POEZJA. W tym jednak znaczeniu, w jakim Heidegger, cytuj?c Holderlina, powiada; po poetycku ?yje cz?owiek na tej ziemi. Dziel? ludzi na; mwi?cych i ?yj?cych prozaicznie praz mwi?cych i ?yj?cych poetycznie. Podzia? ten pokrywa si? poniek?d z odr?nieniem Ludzi Banalnych i Ludzi Radykalnych. Bezpo?rednio z POEZJA zwi?zana jest, wcze?niej wzmiankowana, kolejna, pi?ta, kategoria STYLU.

Nast?pn? jest kategoria DOBROCI, sprz??ona ze SWIETOSCIA. Chodzi mi o badanie kwestii unde bonum? sk?d dobro i dobro? w ludziach po do?wiadczeniach cywilizacji ?mierci i epifanii zla. Tak jak poprzednio, dobro? i ?wi?to?? traktuj? niezale?nie od konotacji religijnych, uznaj?c je za dost?pne wszystkim przejawy hiperczlowiecze?stwa/

Na koniec przypisuj? sobie ( dum?, mam nadziej?, uzasadnion?) kategori? GMINNO?CI. Poniewa? wywodz? si? ze wsi i do niej powrci?am, zajmuje mnie widzenie ?wiata z do?u, a dok?adniej z Kaczych Do?w. Ubolewam, ?e filozofia , ktra upodoba?a sobie od pocz?tku podniebny widok z lotu ptaka, ignoruje widok z perspektywy pe?zaj?cego ?limaka. Powinny si? one uzupe?nia? i dope?nia?. W obecnym ?wiecie spo?ecze?stwa masowej konsumpcji coraz wi?ksz? rol? odgrywa gnozis wiedza ciemna. .Szlachetna Episteme, je?li chce z ni? konkurowa?, nie mo?e ni? pogardza?. Ani jej nie?wiadomie si? wys?ugiwa?. Przez gminno?? rozumiem uwa?ne ws?uchiwanie si? w g?osy wsi, ulicy, hipermarketu, pubw, oraz wszelkich wykluczonych z episteme.

Bardzo bym si? cieszy?a i radowa?a, gdyby ka?dy z Was zechcia? pisemnie pota?czy? wok? moich ?wi?tych slow. Ale je?li nie macie na to ochoty, b?d? rada, gdy przedstawicie w?asny Archipelag.

Wed?ug Imperatywu profesora Andrzeja Nowickiego,, ka?dy cz?owiek ma do stworzenia w?asn?, niepowtarzaln?, unikaln? Res Creanda. I je?li jej w por? nie rozszyfruje, nie rozpozna i nie zbuduj?, ?wiat stanie si? o ni? ubo?szy ju? na zawsze.

                                                                               Jadwiga Mizi?ska

Zobacz Ksi?g?